Dla kogo
Dla firmy, której ktoś obiecał „będziemy pisać bloga”
Ktoś wchodzi na Waszą stronę we wtorek wieczorem. Jeszcze nie kupuje — chce zrozumieć, o co w tym chodzi i ile mniej więcej kosztuje. Jeśli na stronie jest tylko oferta i formularz kontaktowy, to ten człowiek nie ma czego kliknąć. Wychodzi. I nie zostawia po sobie żadnego śladu w żadnym raporcie.
Żuraw pokazuje, ile takich stopni faktycznie macie i który jest najniższy. Bo drabina, której pierwszy szczebel wisi dwa metry nad ziemią, jest drabiną tylko z nazwy — wejdzie po niej ten, kto i tak już był zdecydowany.
Jeśli szukacie narzędzia, które samo napisze brakujące strony — to nie tutaj. Żuraw mówi, czego brakuje i podaje gotowy adres oraz tytuł. Pisaniem zajmuje się Żubr.
28 wpisów na blogu, a w Google ani jednego zapytania na tym stopniu — to nasze założenie, nie pomiar założenie
96 zapytań, 2956 wyświetleń, 6 kliknięć — 3 strony pomiar
39 zapytań, 1074 wyświetlenia, 4 kliknięcia — 12 stron pomiar
zero zapytań, zero stron — nie wiemy, czy nikt tego nie szuka, czy Was tam nie widać pusty
Makieta panelu odrysowana w HTML, żeby dało się ją przeczytać na telefonie. Liczby prawdziwe, z uruchomienia z 18 sierpnia 2026, nazwa firmy zamieniona na branżę.
Co Żuraw robi
Rozkłada Waszą ofertę na pięć stopni gotowości. Nie według ceny usługi, tylko według tego, na ile człowiek jest już zdecydowany: od „chcę zrozumieć, co mi jest”, przez „ile to kosztuje” i „potrzebuję dokładnie tego”, po „kto mi to zrobi u mnie w mieście” i „weźcie to ode mnie w całości”. To zaangażowanie, a nie kwota, decyduje, czy ktoś zrobi następny krok.
Bierze prawdziwe zapytania z Google i przypisuje każde do jednego stopnia. „Ile kosztuje szczepienie psa” to stopień drugi. „Weterynarz Częstochowa” — czwarty. Zapytanie dostaje dokładnie jeden szczebel, bo człowiek jest w jednym miejscu naraz. U gabinetu weterynaryjnego rozłożyło się w ten sposób 149 zapytań ze 150, które Search Console oddaje z okna.
Sprawdza, które szczeble faktycznie stoją na Waszej stronie. Bierze skan żywego serwisu — nie listę z pamięci — i patrzy, która podstrona obsługuje który stopień. Jedna strona może obsłużyć kilka naraz i to jest w porządku. Zero stron przy stopniu, na którym ludzie pytają, to już nie jest w porządku.
Nazywa dziurę po imieniu. Dziura to stopień, na którym jest zmierzony popyt i nie ma ani jednej strony. U centrum krioterapii jest to stopień czwarty: 14 różnych zapytań, 144 wyświetlenia w miesiącu — i żadnej strony „usługa + miasto”. Ci ludzie byli gotowi zadzwonić dzisiaj.
Wyłapuje przeskok za duży. Gdy zajęte są stopnie pierwszy i trzeci, a drugiego nie ma, człowiek ma z pytania o wiedzę wskoczyć od razu do wyboru usługi. Nie ma o co zaczepić stopy. U pogotowia wod-kan wygląda to dokładnie tak: blog jest, strony usług są, strony o pieniądzach nie ma żadnej.
Pokazuje, gdy cały ruch wchodzi jednym stopniem. U gabinetu weterynaryjnego 70% wyświetleń z Google zbiera jeden szczebel — „ile to kosztuje”. To nie jest błąd. To znaczy, że Google zna tę firmę z jednej rzeczy i cała firma wisi na jednym haku.
Przy każdym braku podaje gotowy adres i tytuł do wklejenia.
Nie „warto rozważyć dodanie treści cenowej”, tylko dosłownie:
/ile-kosztuje-inspekcja-rur-kamera-tv i tytuł
„Ile kosztuje inspekcja rur kamerą TV? Widełki cen 2026”. Wzięte z tego zapytania,
które ludzie naprawdę wpisali.
Nigdy nie zmyśla ceny. Kwoty bierze wyłącznie z cennika wpisanego do karty klienta. Nie ma cennika — przy stopniu stoi „cena do ustalenia”. Na dziewięć firm, które prowadzimy, cennik w karcie ma dziś jedna. U ośmiu pozostałych Żuraw pisze „do ustalenia” i tyle.
Skąd nazwa
Zwierzę, które przed odlotem wyznacza trasę
Żuraw chodzi po stromiznie, na której człowiek by się nie utrzymał. Nie dlatego, że skacze dalej niż inni — dlatego, że znajduje kolejne półki tam, gdzie z dołu widać gładką ścianę. Wchodzi krok po kroku i nigdy nie stawia nogi tam, gdzie nie ma czego dotknąć.
Tak samo działa dobra oferta. Nikt nie wskakuje z „nigdy o Was nie słyszałem” prosto na „biorę całość pod klucz”. Między tym są stopnie i albo je macie, albo ludzie spadają w połowie. Nazwaliśmy to kiedyś inaczej, ładniejszym słowem z angielskiego. Poszło do kosza, bo „brakuje Wam drugiego szczebla” rozumie każdy, a tamtego nie rozumiał nikt.
Trzy odpowiedzi przy każdej frazie: bierzemy, dokładamy linki, odpuszczamy
Kolejność jest według gotowości człowieka, nie według Waszego cennika.
- Ktoś szuka odpowiedzi. Myśli: „Jak to jest? Czy to normalne?” Jeszcze nie kupuje, chce zrozumieć swój problem. Wchodzi się tu darmową treścią — wpisem, poradnikiem, odpowiedzią na pytanie. Ten stopień z definicji kosztuje zero złotych. Jeśli odpowiedź dostanie u Was, wróci po resztę.
- Ktoś liczy pieniądze. „Ile to kosztuje? Czy mnie na to stać?” Już wie, czego chce — sprawdza, czy Was stać nawzajem. Brak odpowiedzi na stronie znaczy jedno: idzie sprawdzić u konkurencji i tam zostaje. Nie musi być sztywnego cennika, wystarczą widełki i zdanie „od czego zależy cena”.
- Ktoś chce jedną konkretną rzecz. „Potrzebuję dokładnie tego.” Nazywa usługę po imieniu i nie szuka jeszcze firmy — szuka rzeczy. Tu wygrywa ten, kto ma osobną stronę tej jednej usługi, a nie jedną wspólną stronę „Oferta”.
- Ktoś szuka wykonawcy tutaj. „Kto mi to zrobi w moim mieście? Jakie mają opinie?” Jest gotów zadzwonić dziś. To najdroższy ruch w całym Google i tu najczęściej przegrywa się zlecenia przez brak jednej podstrony z nazwą miasta.
- Ktoś chce oddać całość. „Weźcie to ode mnie i miejcie z głowy.” Największe pieniądze i najrzadszy ruch. Zwykle w ogóle nie przychodzi z Google — przychodzi od kogoś, kto już przeszedł niższe stopnie.
Najważniejsza rzecz na tej stronie
Przy każdym stopniu jest napisane, czy to pomiar, czy nasze założenie
Raport, w którym zgadywanka wygląda tak samo jak pomiar, jest gorszy od braku raportu. Dlatego stopień bez danych z Google ma napisane wprost: „to nasze założenie, nie pomiar”. Nie drobnym drukiem na dole, tylko w tym samym miejscu, gdzie u innych stoją liczby.
Gabinet weterynaryjny — pięć stopni, trzy z pomiaru, dwa z założenia
| Stopień | Zapytań | Wyświetleń | Kliknięć | Waszych stron | Skąd to wiemy |
|---|---|---|---|---|---|
| 1 · Ktoś szuka odpowiedzi | 0 | 0 | 0 | 28 | założenie, nie pomiar |
| 2 · Ktoś liczy pieniądze | 96 | 2956 | 6 | 3 | pomiar |
| 3 · Ktoś chce jednej rzeczy | 14 | 177 | 1 | 15 | pomiar |
| 4 · Ktoś szuka wykonawcy tutaj | 39 | 1074 | 4 | 12 | pomiar |
| 5 · Ktoś chce oddać całość | 0 | 0 | 0 | 0 | założenie, nie pomiar |
Przesuń tabelę w bok →
Popyt z Google Search Console, okno 16.07–13.08.2026 (28 dni, 150 zapytań). Strony ze skanu żywego serwisu z 17.08.2026 — 45 podstron. Uruchomienie z 18 sierpnia 2026. Nazwa firmy zamieniona na branżę.
Kiedy mówimy „pomiar”
Potrzebne są dwie rzeczy naraz: co najmniej 3 różne zapytania i co najmniej 50 wyświetleń w oknie Search Console. Jedno i drugie, nie jedno z dwóch.
Dlaczego oba? Bo jedna fraza z dużą liczbą wyświetleń bywa przypadkiem. U salonu wykończeń 312 wyświetleń zbierało słowo „ampel” — nazwa kolekcji lamp, nie usługa. Trzy różne sformułowania tej samej potrzeby to już wzorzec, a nie zbieg okoliczności.
Wszystko poniżej progu dostaje etykietę „za słaby sygnał, żeby nazwać to pomiarem”. Nie „prawie pomiar”. Nie „wstępne dane”. Za słaby sygnał.
Cały ruch jednym stopniem
0%
1 · odpowiedzi
70%
2 · pieniądze
4%
3 · jedna rzecz
26%
4 · wykonawca
0%
5 · całość
Udział w 4207 wyświetleniach z okna. Dwa słupki są zerowe i tak zostają narysowane — zero jest tu informacją, nie brakiem danych.
Dla dociekliwych: Search Console oddaje nam 150 najmocniejszych zapytań z okna, więc ogon — pojedyncze wejścia — jest poza pomiarem i wszystkie liczby wyżej są dolną granicą. Zapytania, w których pada nazwa firmy, są wyłączone z drabiny osobno: ci ludzie już Was znają i nie wchodzą po stopniach, tylko od razu do drzwi. U gabinetu weterynaryjnego takich zapytań było 0. Zapytań, których nie umieliśmy przypisać do żadnego stopnia: 1 (20 wyświetleń, „usg dla koni śląskie”). Tę liczbę podajemy zawsze, żeby było widać, ile drabina obejmuje, a ile jej umyka.
Nasza wpadka, opisana przez nas
Raport przez tydzień przypisywał zapytania nie tam, gdzie trzeba, i nikt się nie zorientował
Żuraw rozpoznaje stopień po słowach w zapytaniu. „Ile kosztuje” to pieniądze, nazwa miasta to szukanie wykonawcy, „jak” i „czy” to szukanie odpowiedzi. Pierwsza wersja sprawdzała to najprostszym sposobem, jaki istnieje: czy dane słowo w ogóle występuje gdzieś w zdaniu.
Efekt był taki, że słowo „jak” znajdowało się w „kajak” i w „jakość”. Słowo „opis” znajdowało się w „kopisty”. Zapytania lądowały na stopniach, z którymi nie miały nic wspólnego, a raport wyglądał normalnie — bo nic się nie wywalało. Liczby się zgadzały, sumy się zgadzały, tylko stały w złych wierszach.
To jest gorszy rodzaj błędu niż awaria. Awarię widać. Ten siedział cicho i produkował raporty, które ktoś mógłby wziąć na poważnie — bo nie było na nich żadnego znaku ostrzegawczego. Znaleźliśmy go dopiero, gdy przy jednym kliencie zapytanie o cenę wylądowało na stopniu „ktoś szuka odpowiedzi” i coś się nie kliknęło w głowie przy czytaniu.
Naprawa nie polegała na dopisaniu wyjątków dla „kajaka” i „jakości”. Polegała na tym, żeby słowo było rozpoznawane od początku wyrazu, a nie w środku. Wyjątki trzeba by dopisywać w nieskończoność i pierwszy, o którym byśmy zapomnieli, wróciłby dokładnie tak samo cicho.
Błąd, który się wywala, kosztuje godzinę. Błąd, który produkuje ładny raport, kosztuje zaufanie.
Dla dociekliwych, bo w takiej postaci to zapisaliśmy: dopasowanie sygnału szło zwykłym
in na znormalizowanym tekście, bez granicy wyrazu. Dziś sygnał musi zaczynać się
od początku słowa, a zapis z końcową spacją oznacza dopasowanie na całe słowo.
Kolejność sprawdzania też nie jest dowolna: rozmiar zamówienia wygrywa nad etapem
(„wykończenie pod klucz cena” to nadal rozmowa o całości), miasto wygrywa nad ceną,
a sama nazwa usługi jest sprawdzana na końcu — bo zawiera ją prawie każde zapytanie
i sama z siebie nie mówi nic o gotowości człowieka.
Czego Żuraw nie robi
Lista jest tu, bo pierwszego dnia i tak byście na nią wpadli. Lepiej dziś niż po miesiącu.
Nie rozstrzyga, czy pusty stopień to brak popytu, czy Wasza niewidzialność. To jest najważniejsze ograniczenie tego narzędzia i dlatego napisaliśmy o nim wyżej osobno. Zero zapytań w Google znaczy tylko tyle, że Google nie ma czego pokazać — a nie ma czego pokazać zarówno wtedy, gdy nikt nie szuka, jak i wtedy, gdy nie macie strony na ten temat.
Nie wymyśla cen. Nigdy, w żadnej sytuacji. Bierze kwoty wyłącznie z cennika wpisanego do karty klienta. Nie ma cennika — pisze „cena do ustalenia” i na tym kończy. Żadnych widełek „z rynku”, żadnego szacowania po branży. Ta zasada powstała po tym, jak sztuczna inteligencja wymyśliła kiedyś klientowi cały cennik od zera.
Nie pisze brakujących stron. Podaje adres i tytuł do wklejenia, ale treść powstaje osobno — w Żubrze albo u Was. Żuraw jest kierunkowskazem, nie kierowcą.
Nie wie nic o telefonach ani o tym, kto się w końcu odezwał. Widzi wyłącznie to, co widzi Google: zapytania, wyświetlenia, kliknięcia. Ile z tego zamieniło się na klientów, wie tylko Wasz telefon i Wasz kalendarz. Sprzedaży nie mierzy i nie udaje, że mierzy.
Nie zna zapytań, przy których nigdy się nie wyświetliliście. To ta sama ślepa plama, tylko powiedziana od drugiej strony. Nie jest to narzędzie do szukania nowych rynków — jest do porządkowania tego, co już jakoś działa.
Nie odróżni wpisu blogowego od strony oferty, jeśli nie ma skanu strony. Wtedy zjeżdża na to, co wie karta klienta, i mówi o tym wprost w nagłówku raportu. U jednego z dziewięciu naszych klientów tak właśnie dziś jest — skanu nie ma, więc drabina stoi na pięciu adresach z karty i nie udajemy, że to pełny obraz.
Nie działa bez podpiętej Search Console. Bez niej wszystkie pięć stopni ma etykietę „założenie, nie pomiar” i cały raport jest rozmową o hipotezach. Robimy go i wtedy, bo lepszy uporządkowany domysł niż nic, ale każdy stopień jest wtedy oznaczony jako domysł.
Nie zapisuje niczego u Was. To narzędzie wyłącznie do odczytu. Nie dotyka Waszego serwera, nie publikuje, nie zmienia ani jednego znaku na stronie.
Zacznij od planu, nie od pisania
Podaj adres strony. Odeślę Waszą drabinę: pięć stopni, przy każdym liczba zapytań z Google i liczba Waszych stron, a przy każdym pustym — uczciwe „to nasze założenie, nie pomiar”. Plus gotowe adresy i tytuły dla tych stopni, których brakuje.
Chcę darmowe prześwietlenie stronyBez karty i bez rozmowy sprzedażowej. Część po adresie robimy z zewnątrz; stopnie oparte na pomiarze wymagają dostępu do Waszej Search Console — i to jedyna rzecz, o którą prosimy. Odpowiadam osobiście, w jeden dzień roboczy. Maciek.
Popyt czytamy z Google Search Console — z tego samego raportu zapytań, który widzicie u siebie po zalogowaniu; my sięgamy po niego przez oficjalne Search Analytics API. Strony bierzemy ze skanu Waszego żywego serwisu. Ceny — wyłącznie z cennika, który sami nam podaliście. Narzędzie jest tylko do odczytu: nie loguje się na Wasz serwer i niczego tam nie zmienia.